Światowa Organizacja Zdrowia w swoim pierwszym globalnym dokumencie nt. niepłodności wzywa państwa, by uczyniły opiekę „bezpieczniejszą, sprawiedliwszą i bardziej dostępną dla wszystkich”, od prostych porad po techniki takie jak inseminacja czy in vitro. Jednocześnie dokument definiuje opiekę nad płodnością jako element „podejścia opartego na prawach” do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, akcentując „równość płci i prawa reprodukcyjne” oraz twierdząc, że osoby w różnych typach związków – w tym jednopłciowych lub pozostające singlami – mogą potrzebować usług, które pozwolą im realizować „preferencje dotyczące płodności”.
W praktyce oznacza to, że pragnienie posiadania dziecka zostaje językowo i politycznie zrównane z „prawem człowieka”, które państwa mają gwarantować przez finansowanie i rozszerzanie dostępu do technologii wspomaganego rozrodu, przede wszystkim IVF. Krytycy zwracają uwagę, że taki paradygmat pomija centralne pytanie: czyje prawa są faktycznie chronione. Organizacje stawiające w centrum dobro dziecka podkreślają, że zapłodnienie in vitro bywa reklamowane jako rozwiązanie problemu dorosłych, ale systemowo wiąże się z poważnymi kosztami po stronie dzieci – od genealogicznej utraty więzi z jednym lub obojgiem rodziców biologicznych (w przypadku dawstwa gamet i surogacji), po rutynowe tworzenie nadliczbowych embrionów, które są zamrażane, porzucane lub celowo niszczone.
Według szacunków LifeSiteNews , od 1978 roku w wyniku zapłodnienia in vitro lub podobnych technik „wspomaganego rozrodu” prawdopodobnie zabito ponad 250 milionów ludzkich embrionów.
Jak wyjaśnił DeLoach:
Zapłodnienie in vitro opiera się na tworzeniu i niszczeniu ludzkich embrionów. Większość embrionów nigdy nie jest transferowana, wiele jest wyrzucanych, a inne są porzucane w zamrażarkach na czas nieokreślony. Kiedy WHO rekomenduje rozszerzenie dostępu do zapłodnienia in vitro, pośrednio popiera system, w którym niezliczona liczba dzieci nigdy nie będzie miała szansy się urodzić. Miliony dzieci zostaną celowo zniszczone.
W tym sensie nowa linia WHO wpisuje się w szerszy proces biopolitycznej reorientacji: życie ludzkie w fazie embrionalnej jest traktowane jako materiał do zarządzania – zasób reprodukcyjny podlegający optymalizacji, selekcji i alokacji, a nie podmiot prawa. Dyskurs „praw reprodukcyjnych” przesuwa środek ciężkości z ochrony słabych na spełnianie projektów życiowych silniejszych; język równości i dostępu maskuje fakt, że kosztem realizacji tych projektów są często istniejące już istoty ludzkie w postaci embrionów, którym odmawia się elementarnego uznania.
Z perspektywy biopolityki oznacza to podwójną dehumanizację. Po pierwsze, embrion staje się liczony w partiach – jako „skuteczność cyklu”, „odsetek udanych transferów” czy „koszt jednostkowy” – a nie jako ktoś, komu należy się bezwarunkowa ochrona. Po drugie, dziecko urodzone z tych procedur jest łatwo postrzegane jako produkt udanej interwencji medycznej: efektem usługi, którą „się nabyło”, a nie bezinteresownym darem, co otwiera drogę do dalszej komodyfikacji (dobór cech, selekcja, rynek gamet). W tym układzie prawo do życia zostaje zrelatywizowane i poddane żonglowaniu: nie jako pierwotne kryterium, od którego zaczyna się etyka systemu, lecz jako zmienna techniczna w kalkulacji tego, jakie konfiguracje dorosłych pragnień i politycznych priorytetów warto wesprzeć środkami publicznymi.
Żywy towar
Książka ŻYWY TOWAR to wstrząsające świadectwo czasów, w których obce dziecko można zamówić sobie legalnie za 30-50 tysięcy euro. Produkt można wybrać na tak zwanych dziecięcych targach lub w Internecie. Musi on spełniać kryteria (płeć, kolor oczu, skóry itd.), wycenia się go, klasyfikuje, poddaje kontroli technicznej, jeśli jest wybrakowany lub nie spełnia oczekiwań – utylizuje. W ten sposób zupełnie odziera się go z ludzkiej godności.
Odkryj więcej z Myślozbrodnia
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

