W 2021 roku Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) zrobił coś, na co czekano od dawna – opublikował prognozy wzrostu poziomu mórz w ujęciu lokalnym, a nie tylko globalnym. Do tej pory mówiono przede wszystkim o „średnim” podniesieniu się oceanów na całym świecie, co w praktyce niewiele mówiło np. władzom Rotterdamu, Tokio czy Miami. Dzięki nowym danym inżynierowie i projektanci mogli po raz pierwszy zobaczyć, jak wygląda ryzyko zalania w konkretnych miejscach.

Ale od razu pojawiło się pytanie: na ile te prognozy zgadzają się z rzeczywistymi pomiarami poziomu morza?

Na to pytanie odpowiadają najnowsze badania H.G. Voortmana i R. De Vosa, opublikowane w Journal of Marine Science and Engineering. Autorzy przyjrzeli się dwóm ogromnym bazom danych:

  • PSMSL (Permanent Service for Mean Sea Level) – zbierającej historyczne dane z pływomierzy,
  • GLOSS (Global Sea Level Observing System) – oferującej pomiary godzinowe z całego świata.

Łącznie przeanalizowali dane z ponad 1800 lokalizacji.

Nierównomierna sieć pomiarów

Choć baza wygląda imponująco, tylko około 15% stacji spełniało kryteria pozwalające na rzetelną analizę – czyli posiadało co najmniej 60 lat nieprzerwanych danych. Co gorsza, większość tych stacji znajduje się w Europie, Ameryce Północnej i Japonii. Afryka i Ameryka Łacińska pozostają niemal białą plamą, co oznacza, że w wielu regionach po prostu brakuje danych.

Brak globalnego przyspieszenia

Wielu z nas słyszy, że poziom mórz „przyspiesza”. Tymczasem analiza pokazuje, że aż 95% lokalizacji nie wykazuje statystycznie istotnego przyspieszenia. Zaledwie w 5% przypadków odnotowano szybszy wzrost – i zawsze można go powiązać z lokalnymi czynnikami:

  • w Japonii czy na Samoa – z trzęsieniami ziemi i osiadaniem gruntu,
  • w Bangkoku i Mumbaju – z nadmiernym pompowaniem wód gruntowych i ciężarem gwałtownej urbanizacji,
  • w Skandynawii – z odwrotnym zjawiskiem, czyli izostatycznym „odbiciem” ziemi po epoce lodowcowej, które powoduje względny spadek poziomu morza.

To ważne, bo pokazuje, że lokalne procesy geologiczne i hydrologiczne mogą maskować lub imitować sygnały klimatyczne.

IPCC zawyża tempo wzrostu

Najciekawsze są jednak porównania prognoz IPCC z rzeczywistymi pomiarami. Okazuje się, że prognozy systematycznie zawyżają tempo wzrostu poziomu morza – średnio o około 2 mm rocznie.

W praktyce oznacza to, że jeśli IPCC przewiduje dla danej lokalizacji wzrost o 4 mm rocznie, pomiary często pokazują tylko 2 mm. Na niektórych obszarach różnica jest jeszcze większa: np. na wybrzeżu Atlantyku w USA sięga nawet 4–5 mm rocznie.

To nie znaczy, że problem znika – poziom morza faktycznie rośnie. Ale prognozy okazują się konserwatywne, czyli celowo przeszacowują zagrożenie. Dla inżynierów i planistów to sygnał: trzeba traktować prognozy jako ostrożne scenariusze, a nie pewną przyszłość.

Zagadkowy bilans poziomu morza: enigma Munka

Ta rozbieżność prowadzi nas do szerszego problemu, znanego jako „zagadnienie Munka”. W 2002 roku amerykański oceanograf Walter Munk zwrócił uwagę, że globalne szacunki wzrostu poziomu morza nie zgadzały się z bilansem znanych procesów – topnieniem lodowców, utratą masy lądolodów Grenlandii i Antarktydy oraz termiczną ekspansją oceanów.

Wynik był prosty i kłopotliwy: albo morza podnosiły się szybciej, niż powinny, albo też naukowcy niedoszacowali wkładu poszczególnych procesów.

Przez następne lata badacze próbowali „zamykać budżet” poprzez rewizje danych:

  • Dangendorf i współpracownicy (2019) twierdzili, że globalny wzrost faktycznie przyspieszył od lat 60., co tłumaczyłoby rozbieżności.
  • Frederikse i in. (2020) ogłosili, że udało się wreszcie zamknąć budżet poziomu morza, ale ich praca szybko spotkała się z krytyką z powodu błędów i uproszczeń.
  • Wang, Church i Zhang (2021) sugerowali, że problem tkwi nie w globalnym bilansie, lecz w różnicach regionalnych – np. zmiany prądów oceanicznych mogły powodować różne tempo wzrostu na poszczególnych wybrzeżach.

Mimo tych wysiłków, enigma Munka pozostaje nierozwiązana.

Badania Voortmana i De Vosa dodają do niej nowy element: skoro prognozy IPCC zawyżają tempo wzrostu o średnio 2 mm rocznie, być może część rozbieżności wynika nie z niedoszacowania procesów fizycznych, ale z przeszacowania samego wskaźnika globalnego.

Dlaczego to ma znaczenie?

„Zagadka Munka” to nie akademicka łamigłówka. Jeśli globalne prognozy są zbyt pesymistyczne, to decyzje polityczne i gospodarcze – od inwestycji w wały przeciwpowodziowe po plany przesiedleń – mogą być oparte na zawyżonych scenariuszach.

Nie chodzi o to, by bagatelizować ryzyko, ale by lepiej rozróżniać sygnał klimatyczny od lokalnych procesów. Dopiero takie podejście pozwoli podejmować racjonalne decyzje o adaptacji do zmian klimatu – bez strachu, ale też bez złudzeń.

https://www.mdpi.com/2077-1312/13/9/1641

Zielone oszustwo. Dlaczego Zielony Nowy Ład jest gorszy, niż myślisz

69,00 

Książka Zielone oszustwo Marca Morano to odważna analiza Zielonego Nowego Ładu – ukazująca jego społeczne, ekonomiczne i ideologiczne skutki. Krytyka polityki klimatycznej oparta na faktach i doświadczeniu autora.


Odkryj więcej z Myślozbrodnia

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

#