Narracja Zachodu: „Kreml bez planu”

Od początku wojny na Ukrainie w zachodnim dyskursie utrwaliła się teza, że Kreml jedynie „gra na zwłokę”. W tej interpretacji Rosja nie jest w stanie przełamać ukraińskiej obrony, więc jej jedyną strategią ma być przeciąganie konfliktu. Czas – jak twierdzą komentatorzy – ma pracować na korzyść Moskwy poprzez erozję wsparcia Zachodu dla Kijowa.

Obraz ten wzmacniają publiczne wystąpienia polityków europejskich i amerykańskich, którzy przekonują własne społeczeństwa, że Rosja „czeka, aż Zachód się zmęczy”. Takie ujęcie pozwala jednocześnie usprawiedliwiać przedłużanie sankcji i transferów wojskowych: skoro Kreml działa pasywnie, należy jedynie „przetrzymać” Putina, aby doprowadzić do załamania rosyjskiej gospodarki i politycznego odwrotu.

Ta narracja ma jednak istotne ograniczenie – sprowadza rosyjską politykę do bierności i lekceważy fakt, że Moskwa aktywnie wykorzystuje czas jako narzędzie polityki.

Rzeczywistość rosyjskiej strategii

Obraz rosyjskiej polityki jako biernego „czekania” nie oddaje faktycznego charakteru działań podejmowanych przez Kreml. Rosja prowadzi równoległe działania na wielu polach – militarnym, gospodarczym, społecznym i dyplomatycznym – które składają się na konsekwentną strategię przetrwania i adaptacji do warunków wojny.

Militarna wytrwałość i produkcja zbrojeniowa

Działania wojsk rosyjskich w Donbasie mają charakter systematyczny i długotrwały. Mimo wysokich kosztów, armia utrzymuje przewagę liczebną i artyleryjską, co pozwala jej na stopniowe przesuwanie linii frontu. Ważnym elementem tej strategii jest intensywny rozwój produkcji dronów bojowych i rozpoznawczych. Rosja, nadrabiając wcześniejsze zapóźnienia technologiczne, zainwestowała w zakłady takie jak kompleks w Jelabudze w Tatarstanie, gdzie produkowane są drony typu Shahed i Lancet. Według szacunków zakłady te dostarczają setki bezzałogowych maszyn dziennie, co umożliwia prowadzenie działań o charakterze masowym i ogranicza przewagę Ukrainy w tym segmencie pola walki.

Gospodarka wojny: kurczący się rezerwat, ale mobilizacja trwa

W gospodarce Rosja przestawiła się na tryb wojenny. Produkcja zbrojeniowa została uznana za priorytet i stale rośnie, co widać choćby w liczbie nowych kontraktów państwowych czy w ekspansji zakładów przemysłowych związanych z kompleksem wojskowo-przemysłowym. Import technologii, zablokowany w dużej mierze przez sankcje, został częściowo zastąpiony dostawami z Chin i innych państw azjatyckich. Jednocześnie eksport energii – tradycyjnie ukierunkowany na rynek europejski – został przekierowany w stronę Indii, Chin i Turcji, co pozwoliło zredukować negatywne skutki europejskiego embarga. Choć deficyt budżetowy jest faktem i rośnie, rosyjska gospodarka nie uległa załamaniu. Adaptacja do sankcji, wsparta decyzjami politycznymi o zwiększeniu kontroli państwa nad strategicznymi sektorami, sprawiła, że funkcjonuje ona w warunkach ograniczonych, lecz stabilnych.

Konieczne stało się wprowadzenie oszczędności w wydatkach cywilnych, obejmujących m.in. edukację, ochronę zdrowia i infrastrukturę, a także podwyżek podatków. Równocześnie kraj boryka się z poważnym problemem braku siły roboczej. Szacuje się, że brakuje łącznie od 1 do 2 milionów osób z powodu mobilizacji, emigracji i strat wojennych. Według badań około 73 procent przedsiębiorstw zgłasza dziś niedobory kadrowe, co stanowi poważne obciążenie dla sektora cywilnego.

Społeczna adaptacja i mobilizacja

W polityce wewnętrznej kluczowym elementem pozostaje mobilizacja społeczeństwa. Wprowadzenie cyfrowych wezwań do wojska, które automatycznie uniemożliwiają wyjazd z kraju po doręczeniu, jest przykładem rosnącej kontroli państwa nad zasobami ludzkimi. Ograniczenia w podróżach zagranicznych, rozszerzone uprawnienia służb i nacisk na patriotyczną narrację w mediach służą temu samemu celowi – utrzymaniu spójności społecznej i przygotowaniu społeczeństwa na przedłużający się konflikt. Kreml nie traktuje więc czasu jako biernego oczekiwania, lecz jako przestrzeń, w której konsekwentnie wzmacnia zdolność państwa do prowadzenia wojny.

Dyplomacja i obecność na arenie międzynarodowej

Równolegle do działań militarnych i gospodarczych Rosja prowadzi aktywną politykę zagraniczną. Kluczowym kierunkiem pozostają relacje z Chinami i Indiami, które nie tylko stanowią istotnych partnerów gospodarczych, ale również pozwalają Kremlowi minimalizować skutki zachodnich sankcji. Moskwa rozwija też współpracę z Iranem oraz wieloma państwami afrykańskimi i azjatyckimi. W rezultacie w dużej części Globalnego Południa Rosja nie jest postrzegana jako izolowany agresor, lecz jako przeciwwaga wobec dominacji Zachodu i partner oferujący alternatywne modele współpracy ekonomicznej oraz wojskowej.

A może to Zachód gra na czas?

Warto odwrócić perspektywę i zapytać, czy narracja o „rosyjskiej grze na zwłokę” nie przesłania faktu, że również Zachód posługuje się podobną strategią. Zachodnie stolice zakładają, że przedłużający się konflikt osłabi Rosję na tyle, by doprowadzić do ograniczenia jej zdolności militarnych i gospodarczych. Równolegle utrzymuje się przekonanie, że Ukraina, przy wsparciu finansowym i militarnym ze strony USA i Europy, będzie w stanie utrzymać swoje linie obronne aż do momentu zmiany strategicznej. W praktyce oznacza to liczenie na to, że dynamika frontu lub przyszłe osłabienie rosyjskiej gospodarki stworzą warunki do korzystniejszego dla Kijowa kompromisu.

Istotnym elementem tej kalkulacji jest również założenie, że rosyjskie społeczeństwo nie będzie w nieskończoność akceptować kosztów wojny. Zachód oczekuje, że zmęczenie społeczne, rosnące deficyty budżetowe i niedobory gospodarcze przełożą się na presję polityczną wewnątrz Rosji, która w konsekwencji zmusi Kreml do ustępstw.

Tego rodzaju rozumowanie pokazuje, że obie strony konfliktu w różnym stopniu liczą na upływ czasu. Każda z nich zakłada, że to przeciwnik jako pierwszy utraci zdolność dalszego prowadzenia wojny. Mówienie wyłącznie o „rosyjskiej grze na zwłokę” upraszcza więc złożoność sytuacji i redukuje ją do obrazu Kremla jako podmiotu pasywnego, co nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości.

Nowy porządek świata po wojnie ukraińskiej. Globalna hegemonia w zwarciu z eurazjatyckim ładem

Pierwotna cena wynosiła: 65,00 zł.Aktualna cena wynosi: 59,00 zł.

Poprzednia najniższa cena: 59,00 .

Pięćset lat hegemonii Zachodu dobiega końca. Rośnie żądanie większości państw zbudowania systemu opartego na wielobiegunowości i równości suwerennych krajów. Autor w sposób bardzo przenikliwy śledzi upadek liberalnej hegemonii, wskazując jednak, że wielobiegunowy porządek świata jest dopiero w fazie kształtowania i świat znajduje się obecnie w okresie interregnum.

Czas jako zasób strategiczny

Kluczowym elementem, który odróżnia rosyjską politykę od zachodniego obrazu „gry na zwłokę”, jest sposób, w jaki Moskwa traktuje czas. Nie jest on postrzegany jako bierne oczekiwanie na rozwój wydarzeń, lecz jako zasób strategiczny, którym można zarządzać podobnie jak siłą militarną czy kapitałem gospodarczym. W rosyjskim myśleniu politycznym czas od dawna odgrywa rolę czynnika równoważącego przewagi materialne przeciwnika.

Historia pokazuje, że w konfliktach z silniejszymi pod względem gospodarczym lub technologicznym rywalami Rosja często wykorzystywała długotrwałość jako instrument polityki. W kampanii napoleońskiej z 1812 roku, podobnie jak podczas wojny ojczyźnianej w latach 1941–1945, Kreml zakładał, że zdolność do przetrwania początkowych strat i przeciągnięcia wojny doprowadzi do wyczerpania przeciwnika. Ten sposób myślenia pozostaje obecny także dziś – w kalkulacjach zakładających, że społeczeństwa zachodnie szybciej utracą cierpliwość wobec rosnących kosztów wojny niż rosyjskie elity i obywatele.

W przeciwieństwie do państw liberalnych, w których polityka zależy od cykli wyborczych i wahań opinii publicznej, władze rosyjskie mogą pozwolić sobie na dłuższy horyzont planowania. Instytucjonalna stabilność systemu politycznego, rozbudowana kontrola nad przestrzenią medialną i zdolność do mobilizowania zasobów gospodarczych umożliwiają prowadzenie strategii, której podstawą jest konsekwentne wykorzystywanie czasu na własnych warunkach.

Tym samym kategoria „gry na zwłokę” nie oddaje istoty rosyjskiego podejścia. Czas nie jest tu narzędziem zastępczym wobec braku innych możliwości, lecz aktywnym instrumentem, który pozwala równoważyć ograniczenia i systematycznie zwiększać presję na przeciwnika.

Narracja o „rosyjskiej grze na zwłokę” jest uproszczona

W tej sytuacji kluczowe pytanie nie brzmi, czy Rosja „gra na zwłokę”, lecz kto okaże się bardziej odporny na koszty długotrwałego konfliktu. Zdolność do wytrzymania presji ekonomicznej, mobilizacji społecznej i politycznych napięć stanie się czynnikiem decydującym o przyszłym układzie sił. Z tej perspektywy czas nie jest neutralnym tłem wydarzeń, lecz jednym z głównych instrumentów rywalizacji.

Europa i Stany Zjednoczone również ponoszą wysokie koszty strategii wyczekiwania. W Europie szczególnie dotkliwe okazało się odcięcie od rosyjskich surowców energetycznych, które w latach 2022–2023 wywołało gwałtowny wzrost cen energii i do dziś obciąża przemysł, zwłaszcza niemiecki i włoski. Skutkiem tego była fala inflacji, która choć osłabła, nadal utrzymuje ceny energii i żywności powyżej poziomu sprzed wojny. Najbardziej ucierpiały branże energochłonne, takie jak chemiczna i stalowa, a proces „odprzemysłowienia” Niemiec stał się jednym z centralnych tematów polityki gospodarczej. Równocześnie unijne budżety obciążają rosnące wydatki na wsparcie społeczne i wojskowe dla Ukrainy, co wywołuje pytania o zdolność społeczeństw do dalszego finansowania tej polityki.

W USA problemem jest przede wszystkim skala kosztów wojskowych – ponad 170 mld dolarów od 2022 roku – oraz ich wpływ na deficyt budżetowy i zadłużenie. Pomoc dla Kijowa stała się też osią sporu politycznego, utrudniając uchwalanie kolejnych pakietów wsparcia. Zachód boryka się także z ograniczeniami politycznymi: zmęczeniem opinii publicznej, podziałami wewnątrz Unii Europejskiej i realnym brakiem zdolności Europy do samodzielnego utrzymania Ukrainy w walce. Wszystko to sprawia, że w przeciwieństwie do obrazu dominującego w mediach, to właśnie Zachód mierzy się dziś z kosztami równie poważnymi jak Rosja – droższą energią, obciążonymi budżetami i narastającym zmęczeniem społecznym, które może okazać się największym ograniczeniem długotrwałej strategii.

Polska: wysokie koszty bez realnych zysków

Polska została wmanewrowana w rolę głównego zaplecza wojny, ponosząc koszty, które przekraczają naszą skalę możliwości. Wydatki obronne sięgają ponad 4% PKB – najwyższego poziomu w całym NATO – podczas gdy deficyt budżetowy rośnie, a inflacja i wysokie ceny energii uderzają w gospodarstwa domowe. Przyjęcie około dwóch milionów uchodźców stworzyło dodatkowe napięcia w systemie mieszkaniowym, edukacyjnym i zdrowotnym, a społeczeństwo, które początkowo wykazało się solidarnością, dziś coraz częściej odczuwa zmęczenie i poczucie niesprawiedliwości.

Mimo tego ogromnego wysiłku Polska nie zyskała żadnych realnych korzyści politycznych ani gospodarczych. Wręcz przeciwnie – jest coraz częściej pomijana w kluczowych ustaleniach dotyczących wojny i przyszłości regionu. O najważniejszych decyzjach rozmawiają między sobą Waszyngton, Berlin, Paryż czy Londyn, podczas gdy Warszawa pełni rolę wykonawcy polityki, której kierunek wyznaczają inni. Symboliczne było choćby pomijanie Polski przy przygotowywaniu rozmów pokojowych, gdzie kluczowymi partnerami dla USA i UE pozostają Niemcy i Francja.

Równocześnie relacje z Ukrainą, mimo bliskości geograficznej i ogromnego polskiego zaangażowania, coraz częściej pokazują asymetrię. Spory o tranzyt i import ukraińskiego zboża w latach 2023–2024 ujawniły brak wdzięczności i rosnącą arogancję Kijowa, który otwarcie oskarżał Warszawę o „zdradę” i kierował skargi do instytucji unijnych. Polska, mimo ogromnych kosztów poniesionych na rzecz Ukrainy, nie uzyskała żadnego istotnego wpływu na decyzje władz w Kijowie.

Na tym tle rysuje się obraz kraju, który w oczach sojuszników jest przede wszystkim buforem – politycznym i militarnym – oraz rezerwuarem „mięsa armatniego” na wypadek eskalacji konfliktu. Polska nie uczestniczy w kluczowych rozmowach, nie ma wpływu na kierunek wojny, a mimo to płaci najwyższą cenę – gospodarczą, społeczną i polityczną. Coraz bardziej widoczne jest, że strategia wyczekiwania, którą Zachód narzucił regionowi, dla Polski oznacza niebezpieczną kombinację wysokich kosztów i całkowitego braku podmiotowości.

Kluczowe przejęcia polskich firm przez ukraińskie podmioty

Ocena wpływu (case-by-case)

Maszyny rolnicze (Ursus). Przejęcie aktywów Ursusa przez M.I. Crow (aukcja upadłościowa; ok. 74 mln zł) daje szansę na reaktywację marki i utrzymanie know-how w kraju, ale jednocześnie oznacza, że sterowanie strategiczną dla rolnictwa marką odbywa się spoza polskiego centrum decyzyjnego. Na dziś benefity są deklaratywne (zapowiedzi wznowienia produkcji), a ryzyka realne: kształt łańcuchów dostaw, lokalizacja wartości dodanej i podatków będą zależały od decyzji właściciela.

FMCG/żywność mrożona (Nordis → „Trzy Niedźwiedzie”). To przejęcie ma wymierny koszt społeczno-gospodarczy: po zmianie właściciela zamykano zakłady (m.in. Calfrost w Kaliszu), zwolniono załogi i pojawiły się sygnały o zamiarze zbywania nieruchomości. Dla regionów to ubytek miejsc pracy i efekt „pustyni przemysłowej”, a dla rynku – większa koncentracja i ryzyko przeniesienia marż za granicę.

Farmacja (Symphar → Farmak). Integracja polskiego dystrybutora z ukraińskim producentem może krótkoterminowo obniżać ceny części generyków (efekt skali), ale długofalowo centralizacja decyzji poza Polską oznacza odpływ części zysków i mniejszy wpływ Warszawy na bezpieczeństwo lekowe. Warto uważnie monitorować portfel i politykę zapasów po pełnym włączeniu polskich operacji do Farmak International. Na przejęcie i rozwój Farmak otrzymał od EBRD pożyczkę w wysokości 22 mln EUR.

Usługi IT (Hitteps → TechMagic). Ten segment jest najmniej wrażliwy z punktu widzenia bezpieczeństwa gospodarczego, a przejęcie może przynieść transfer kompetencji i wzrost eksportu usług z Polski. Ryzyko „wypłukiwania” kadr istnieje, ale skala jest ograniczona i łatwiej ją kompensować polityką rynku pracy.

Kopalnie i usługi górnicze

Wejście kapitału ukraińskiego w usługi dla polskiego górnictwa. Spółka Coal Energy zarejestrowana w Luksemburgu z głównymi aktywami dawniej zlokalizowanymi na Ukrainie (ukraińskie korzenie, notowana w Warszawie) kupiła w Polsce Advanced Industrial Technologies sp. z o.o. oraz zarejestrowała Greentech Solutions sp. z o.o., by świadczyć podziemne usługi górnicze i rekultywację. Spółka informowała też o przygotowaniach do dzierżawy infrastruktury wydobywczej Siltechu; start operacji zapowiedziano po uzyskaniu zezwoleń. To realne wejście w łańcuch usług dla polskich kopalń i potencjalne uruchomienie wydobycia na dzierżawionych polach.

Kolej i cargo (towary masowe, paliwa)

Ukrzaliznytsia w Polsce. Państwowe Koleje Ukraińskie dostały licencję przewoźnika w Polsce (spółka córka UZ Cargo Poland) i już realizują przewozy, m.in. pierwszy transport produktów naftowych w relacji Litwa–Polska–Ukraina w partnerstwie z LTG Cargo Polska. To jakościowa zmiana – ukraiński przewoźnik samodzielnie działa na unijnym (polskim) rynku kolejowych przewozów towarowych.

Kurierskie łańcuchy dostaw i magazyny

Nova Post (Nova Poshta) rozbudowuje zaplecze w PL. Po sieci oddziałów firma uruchomiła centrum fulfilment w Warszawie (ok. 400 m²) i magazyn celny, co ułatwia ukraińskim i polskim e-sklepom dystrybucję na obu rynkach; spółka zapowiada dalsze inwestycje i rozbudowę terminali. NovaPostScroll MediaInterfax-Ukraine

Drogowy transport towarowy (firmy transportowe)

Liberalizacja przewozów UE–Ukraina (bez zezwoleń) została przedłużona do końca 2025 r. Parlament Europejski poparł aktualizację porozumienia; polscy europosłowie i branża przewozowa protestowali, wskazując na nierówne warunki konkurencji i presję cenową. Komisja Europejska wcześniej zgodziła się na przegląd zasad po postulatach polskich przewoźników. To wszystko realnie wpływa na rentowność polskich firm TSL i strukturę rynku (wzrost liczby podmiotów z kapitałem ukraińskim na licencjach UE).

Rynek mieszkaniowy i „wykup mieszkań”

Rekord zakupów przez cudzoziemców – na czele Ukraińcy. W 2024 r. cudzoziemcy kupili 17 330 mieszkań (ok. +20% r/r), z dominującym udziałem obywateli Ukrainy; najwięcej transakcji dotyczyło dużych miast (Warszawa, Kraków, Wrocław). MSWiA odnotowało też silny wzrost wniosków o zgodę na nabywanie nieruchomości (2310 w 2024 r., +~40% r/r) i wydało 1515 zezwoleń, m.in. na grunty rolne/leśne. To wzmacnia presję popytową na najem i ceny, szczególnie w metropoliach.

Ziemie rolne nabywane przez obcokrajowców

W 2023 roku cudzoziemcy, w tym głównie obywatele Ukrainy, Białorusi i Wielkiej Brytanii, nabyli przez ok. 9 300 transakcji ponad 5,6 tys. hektarów gruntów rolnych w Polsce. To o ponad 30 % więcej niż w roku poprzednim. Łącznie wydano aż 341 zezwoleń na zakup nieruchomości gruntowych, obejmujących 1263 działek rolnych (72,66 ha) i 173 na zakup nieruchomości leśnych i rolnych (38,63 ha).

Rolnicy alarmują: w niektórych regionach agroholdingi oraz obcy inwestorzy wykupują łany ziemi na preferencyjnych warunkach (niskie ceny dzierżawy, długie umowy). Domagają się założenia rejestru gruntów rolnych i postulatów legislacyjnych, aby chronić polską ziemię przed dalszym wykupem przez zagraniczny kapitał.

Widoczna jest potrzeba surowszej polityki ochrony własności (limity powierzchni, ograniczenia dzierżawy, zasada wzajemności), aby zabezpieczyć narodowe i regionalne interesy. Równocześnie należy rozważyć, czy nie stworzyć mechanizmów wsparcia dla polskiego rolnictwa w celu modernizacji i zwiększenia konkurencyjności, zamiast dopuszczać masową ekspansję obcego kapitału, szczególnie gdy brakuje realnej kontroli i przejrzystości.

Inne ruchy kapitału i infrastruktury

Porty zbożowe i tranzyt. Pod naporem wolumenów z Ukrainy państwo rozwija Gdańsk Agro Terminal (plan ok. 3 mln t/rok), by obsługiwać strumień zboża przez polskie porty – co zmienia profil pracy terminali i infrastruktury kolejowej.

Energetyka / magazyny energii. DTEK (przez spółkę DRI) weszła w projekt 133 MW magazynów energii w południowej Polsce (SPV z Columbus Energy). To ważne dla stabilności sieci i pośrednio dla kosztów energii w regionach przemysłowych.

Komponenty dla przemysłu/układy napędowe. TWERD Energo-Plus (PL-UA) lokuje w Polsce produkcję wysokonapięciowych przemienników częstotliwości (zastosowania m.in. w szybach kopalnianych). To wzmacnia zaplecze techniczne dla górnictwa i przemysłu ciężkiego – ale decyzje produktowe i zysk mogą być centralizowane poza Polskę.

Lotnictwo i cargo pasażersko-turystyczne. SkyUp (UA) uruchomił regularne połączenia z polskich lotnisk (Warszawa, Katowice, Rzeszów) i rozbudowuje działalność w UE, korzystając z bazy operacyjnej poza Ukrainą. To rosnąca konkurencja na rynku czarterowym i sezonowym, wpływająca na polskie linie i biura podróży.

Mniejsze firmy – skala zjawiska. Według oficjalnych danych rejestrowych w Polsce działa już ok. 29 tys. spółek należących do obywateli Ukrainy (ponad 100 tys. założonych po lutym 2022 r.). Większość to mikro i małe firmy, które zwiększają konkurencję o pracowników i przestrzeń handlową, ale nie budują polskiej kontroli nad sektorami wrażliwymi.

Bilans netto jest niekorzystny dla Polski w branżach materialnych (żywność/przemysł lekki, aktywa przemysłowe, marka rolnicza). Widzimy realne „odchudzanie” bazy wytwórczej (zamykanie zakładów, zwolnienia) i odpływ wartości dodanej do centrali poza krajem. Korzyści (obietnice inwestycji, rynki zbytu) na razie mają charakter miękki.

Narracyjnie: „wmanewrowanie” jest widoczne w praktyce. Polska ponosi wysokie koszty (utrata zakładów, presja na rynek pracy i usługi publiczne), nie otrzymując realnej podmiotowości w decyzjach o przyszłości sektorów. W kilku głośnych przypadkach – zwłaszcza Nordis/Calfrost – zysk przeniósł się poza Polskę, a koszty pozostały lokalnie.

Polska jako otwarty rynek: między ekspansją ukraińskiego kapitału a utratą podmiotowości

Coraz wyraźniej widać, że Unia Europejska nie tylko toleruje, ale wręcz wspiera trend przejmowania polskiego majątku, infrastruktury i gruntów przez podmioty ukraińskie. Preferencje mają kilka wymiarów: regulacyjny – jak w przypadku liberalizacji przewozów drogowych, gdzie ukraińskie firmy zyskały prawo wykonywania transportu w UE bez zezwoleń, co uderzyło w polskich przewoźników; finansowy – poprzez kredyty i granty instytucji unijnych i międzynarodowych (EBRD, EBI) na ekspansję ukraińskich przedsiębiorstw w Polsce, podczas gdy polskie firmy takich instrumentów nie otrzymują; prawny – w praktyce procedury przejęć i zezwoleń są dla podmiotów ukraińskich mniej restrykcyjne, niż miało to miejsce w przeszłości wobec innych inwestorów spoza UE; oraz polityczny – w narracji instytucji unijnych wspieranie obecności ukraińskich firm w Polsce traktowane jest jako „solidarność europejska” i część procesu integracji Ukrainy ze strukturami wspólnoty. W efekcie polskie aktywa – od zakładów przemysłowych, przez spółki farmaceutyczne, po ziemię rolną i mieszkania – są systematycznie przejmowane, podczas gdy polskie społeczeństwo ponosi koszty tej transformacji, nie mając wpływu na jej kierunek.

Nie należy oczekiwać, że apetyty ukraińskich firm i kapitału wygasną – przeciwnie, wraz z otwieraniem kolejnych sektorów będą one tylko rosnąć. Wspierane przez instrumenty unijne i przy milczącym przyzwoleniu Waszyngtonu, ukraińskie podmioty konsekwentnie przejmują kolejne fragmenty polskiego majątku. Pytanie brzmi, czy Polska ma realną szansę na jakikolwiek opór wobec tego procesu, skoro znajduje się pod równoczesną presją amerykańską i europejską, a decyzje strategiczne zapadają ponad naszymi głowami.

Polska nie jest całkowicie bezbronna, choć wymagałoby to odwagi politycznej i konsekwencji. Istnieją narzędzia, które można zastosować: twardsza kontrola inwestycji w sektorach strategicznych, realne ograniczenia w obrocie ziemią rolną i lasami, wprowadzenie zasady wzajemności wobec ukraińskiego rynku, wykorzystanie prawa weta w UE przy decyzjach pogłębiających nierówną konkurencję oraz budowanie narracji publicznej, że solidarność nie może oznaczać utraty podmiotowości i wyprzedaży majątku. Bez takich działań Polska pozostanie jedynie zapleczem cudzych interesów.

Niemcy czy Francja mogą pozwolić sobie na selektywne blokowanie przejęć, bo dysponują silnymi gospodarkami i polityczną wagą w Unii. Polska jest w innej pozycji – jako kraj średniej wielkości, uzależniony od funduszy unijnych i gwarancji bezpieczeństwa NATO, z ograniczonym marginesem manewru. Tym bardziej jednak powinniśmy mieć świadomość, że brak reakcji oznacza dalszą utratę podmiotowości. Podczas gdy państwa Zachodu chronią swoje strategiczne sektory przed kapitałem chińskim czy arabskim, Polsce narzuca się rolę otwartego rynku, gdzie ukraińskie podmioty – wspierane przez Brukselę i instytucje finansowe – przejmują przedsiębiorstwa, infrastrukturę i grunty bez realnych ograniczeń. Prawdziwe pytanie nie brzmi więc, czy możemy naśladować silnych, lecz czy chcemy godzić się na status peryferii, które pozbawione prawa do ochrony własnych zasobów stają się jedynie zapleczem cudzych interesów.

Gra „na czas”, którą prowadzą mocarstwa, dla Polski oznacza szczególne zagrożenie – bo w tej logice zwlekania i przeciągania konfliktu kryje się ryzyko całkowitego unicestwienia naszej podmiotowości państwowej i sprowadzenia kraju do roli obiektu cudzych decyzji, a nie ich podmiotu.


Odkryj więcej z Myślozbrodnia

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.